Cały świat bacznie przygląda się wydarzeniom w Wielkiej Brytanii. Kilka największych miast Zjednoczonego Królestwa, w tym Londyn, ogarnęła fala protestów i zamieszek, których charakter daleko odbiega od miana „pokojowych”. Nie da się ukryć, że sytuacja w metropoliach jest bardzo niebezpieczna, policja momentami nie radzi sobie z rozwścieczonym tłumem. Jak zdołano ustalić, wandale zamieszani w demolowanie miast organizują się poprzez portale społecznościowe. Część brytyjskich parlamentarzystów sugeruje, że receptą na wewnętrzne problemy może być zablokowanie tego kanału komunikacji.
Brytyjska policja potwierdziła, że wiele osób biorących udział w zamieszkach organizuje swoje „akcje” za pośrednictwem portali społecznościowych, a także platformy BlackBerry Messenger, która ma ten dodatkowy atut, że wiadomości są szyfrowane a komunikacja jest zdecydowanie najszybsza ze wszystkich.
Współpraca administratorów mediów społecznościowych i policji?
Chuligani pokusili się nawet o szantaż pracowników firmy Research in Motion, administratorów platformy BlackBerry Messenger. Zagrozili, że udostępnią dane osobowe pracowników innym grupom biorącym udział w zamieszkach, w przypadku, gdyby ci współpracowali z policją.
Sprawcy zniszczeń w miastach Wielkiej Brytanii komunikują się także za pośrednictwem Twittera, jednak rekordy popularności biją amatorskie nagrania z wydarzeń umieszczane na portalu YouTube.
Zamieszki – Amatorskie nagranie
Politycy obwiniają media społecznościowe
Jeden z członków brytyjskiej Izby Gmin, Nick de Bois z Partii Konserwatywnej, stwierdził, że social media ponoszą część odpowiedzialności za ostatnie wydarzenia – Wygląda na to, że mamy do czynienia z bardzo dobrze zorganizowaną kampanią prowadzoną m.in. za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wtóruje mu Karen Buck z Partii Pracy, dodając, że problem jest głębszy, gdyż serwisy socialmediowe są poniekąd odpowiedzialne również i za rozwój gangów w Londynie na przestrzenie ostatnich kilku lat. Jakie widzą rozwiązanie? Z ust brytyjskich polityków padły propozycje czasowego zablokowania dostępu do BBM czy Twittera, celem zdezorganizowania działań szajek grasujących w ostatnich dniach po miastach Wielkiej Brytanii. Niewątpliwie takie kroki spowodowałyby falę protestów przeciwko ograniczaniu wolności w Internecie, zarówno ze strony internautów jak i przedstawicieli portali, więc wydaje się, że ciężko będzie je wprowadzić w życie.
Dynamiczna komunikacja i jej skutki
Z drugiej strony, Mashable zanotowało w ostatnich dniach wzmożoną aktywność w social mediach wszystkich tych, którzy chcą usuwać skutki zniszczeń w angielskich miastach, co potwierdza, że problemem nie są media społecznościowe jako takie, ale sposób ich użycia przez poszczególne jednostki i grupy. To w czym na pewno okazują się być pomocne dla wandali to stworzenie dobrej platformy do prowadzenia niezwykle szybkiej komunikacji. Dodajmy do tego jeszcze wysokie prawdopodobieństwo tego, że umieszczanie przez pierwszych sierpniowych chuliganów materiałów w Internecie mogło stać się zachętą dla inspiratorów kolejnych rozrób i otrzymamy „udział” social mediów w opisywanych wydarzeniach. Być może problem rozwiązałaby kwestia większej współpracy organów ścigania czy przedstawicieli rządu bądź parlamentu z administratorami portali społecznościowych. Oczywiście wszelaka ingerencja w wolność korzystania z Internetu musiałaby mieć w takim przypadku bardzo konkretne i uzasadnione podstawy, wszak byłaby formą ingerowania w prywatność jednostek.
Przypomnijmy, że fala zamieszek na Wyspach zaczęła się kilka dni temu w Londynie. Grupy młodych, często zakapturzonych postaci niszczyły sklepy, podpalały budynki. Ciężko je nazwać protestami z uwagi na to, że sprawcy nie podnoszą żadnych żądań, skupiając się na niszczeniu mienia. Sporo komentatorów uważa, że uproszczeniem byłoby jednak stwierdzenie, że to działalność pospolitych przestępców i chuliganów, sugerując, że podłoże problemu jest znacznie głębsze, wiążąc je z trwającym kryzysem ekonomicznym i konsekwencjami jakie niesie zwłaszcza dla młodych ludzi.
Administratorzy serwisów powinni współpracować z policją?
Co więcej, chuligani posunęli się nawet do tego, że wysłali wiadomość do twórców BBM, firmy Reserach In Motion, w której grozili udostępnieniem danych osobowych pracowników firmy innym grupom biorącym udział w zamieszkach, gdyby ta zdecydowała się na współpracę z policją poprzez udostępnienie kodów, kluczy i informacji o użytkownikach BB Messengera. Sprawa może być o tyle problematyczna, że firma w przeszłości już podejmowała współpracę z niektórymi rządami, a z niektórymi nie, przez co obwiniano ją o zamieszki w Indiach.
Również Twitter miał swój udział w ostatnich wydarzeniach w Wielkiej Brytanii. Za jego pomocą komunikowali się nie tylko sprawcy zniszczeń, ale również ci, którzy określali siebie mianem biernych obserwatorów. Na YouTube z kolei bardzo szybko znalazły się dziesiątki amatorskich nagrań, udostępnianych zarówno przez chuliganów jak i osoby postronne.